Reprezentacja Japonii nie tylko rozbiła Tunezję 4:0 w swoim drugim meczu mistrzostw świata 2026. Drużyna Hajime Moriyasu zapisała się również w historii azjatyckiego futbolu, zostając pierwszą reprezentacją AFC, która zdobyła cztery bramki w jednym meczu mundialu.
W jubileuszowym, tysięcznym spotkaniu w historii mistrzostw świata Samurai Blue pokazali pełnię swoich możliwości. Od pierwszego gwizdka zdominowali Tunezyjczyków pressingiem, organizacją gry i ruchem bez piłki, nie pozostawiając rywalom najmniejszych złudzeń.
Japonia objęła prowadzenie już w 4. minucie. Keito Nakamura przedarł się lewym skrzydłem do linii końcowej i wycofał piłkę do Daichiego Kamady, który pewnym strzałem otworzył wynik spotkania.
Była to najszybciej zdobyta bramka przez reprezentację Japonii w historii występów na mistrzostwach świata. Gol padł dokładnie po 3 minutach i 27 sekundach gry.
Tunezja już od początku miała ogromne problemy z wyjściem spod japońskiego pressingu. Moriyasu ustawił swój zespół niezwykle agresywnie bez piłki, a szybka wymienność pozycji Kamady, Nakamury i Uedy regularnie rozrywała afrykańską defensywę.
W 31. minucie błysnął Ayase Ueda. Napastnik Feyenoordu otrzymał piłkę przed polem karnym, zrobił sobie odrobinę miejsca i płaskim strzałem przy słupku podwyższył prowadzenie.
Dla Uedy był to szczególny moment.
– Byłem rozczarowany poprzednim mundialem. Czuję, że wreszcie udało mi się odkupić tamte niepowodzenia – mówił po meczu japońskim mediom.
Napastnik nie zamierzał jednak na tym poprzestawać.
Pod nieobecność Takefusy Kubo selekcjoner postawił na Daichiego Kamadę i Juniyę Ito. Szczególnie interesująca była rola Kamady.
Moriyasu przesunął zawodnika Crystal Palace bliżej napastnika, wykorzystując go jako tzw. „shadow striker”, czyli cofniętego napastnika poruszającego się pomiędzy liniami przeciwnika.
Efekty były natychmiastowe.
Kamada zdobył bramkę i wielokrotnie znajdował przestrzenie za plecami tunezyjskich pomocników, będąc jednym z najważniejszych elementów ofensywnej układanki Japonii.
Trzecie trafienie było podręcznikowym przykładem nowoczesnego futbolu.
Akcja rozpoczęła się od bramkarza Ziona Suzukiego. Po zaledwie 28 sekundach piłka znalazła się pod nogami Juniyi Ito, który wybiegł sam na sam i spokojnym strzałem pokonał Aymena Dahmena.
Przy golu asystę zanotował Ayase Ueda, który efektownym zgraniem wypuścił Ito do ataku.
Kropkę nad „i” postawił ponownie Ueda.
W 84. minucie idealnie zamknął dośrodkowanie Kaishu Sano i precyzyjnym uderzeniem głową ustalił wynik spotkania na 4:0.
Była to chwila historyczna.
Japonia została pierwszą reprezentacją Azji, która zdobyła cztery gole w jednym meczu mistrzostw świata.
Jednocześnie było to najwyższe zwycięstwo w historii występów Japonii na mundialach.

Dla Tunezji był to kolejny katastrofalny występ.
Po porażce 1:5 ze Szwecją federacja zwolniła Sabri’ego Lamouchiego już po pierwszej kolejce. Nowym selekcjonerem został Hervé Renard, który wcześniej prowadził między innymi Maroko oraz Arabię Saudyjską.
Zmiana szkoleniowca nie przyniosła jednak oczekiwanego efektu.
Tunezyjczycy oddali zaledwie dwa strzały przez całe spotkanie, generując jedynie 0,05 xG. Byli całkowicie zdominowani przez Japończyków.
Co więcej, Tunezja została pierwszą drużyną w historii męskich mistrzostw świata, która zmieniła selekcjonera już po pierwszym meczu turnieju.
Statystyki również nie pozostawiają złudzeń. Jeszcze w eliminacjach afrykańska defensywa należała do najlepszych na kontynencie. Tymczasem w ostatnich trzech spotkaniach Tunezyjczycy stracili już 14 bramek.
Mecz z Tunezją przyniósł kilka wyjątkowych osiągnięć:
Po dwóch kolejkach Japonia ma cztery punkty i zrównała się z Holandią na czele grupy F. O awansie oraz pierwszym miejscu w grupie mogą zadecydować bezpośrednie pojedynki ze Szwecją i Oranje.
Patrząc jednak na formę zaprezentowaną w Monterrey, coraz trudniej traktować Samurai Blue jedynie jako groźnego outsidera. Japonia zaczyna wyglądać jak drużyna, która realnie może namieszać w fazie pucharowej mundialu.
Wyświetleń: 76