Sezon 2026 zapisze się w historii japońskiej piłki złotymi zgłoskami. Ruszyła bowiem 2026 J1 100 Year Vision League — wyjątkowe, przejściowe rozgrywki będące pomostem między starym a nowym porządkiem. To efekt największej reformy od momentu powstania ligi w 1993 roku. J.League porzuca dotychczasowy kalendarz wiosna–jesień i — wzorem europejskich potęg oraz w zgodzie z rytmem AFC Champions League — przechodzi na system jesień–wiosna. Oznacza to, że pierwszy pełny sezon w nowym formacie wystartuje w sierpniu 2026 roku i potrwa do maja 2027.

A co z okresem przejściowym? Właśnie po to powstała specjalna, historyczna odsłona rozgrywek — sezon „100 Year Vision”. To nie tylko korekta kalendarza.
To symboliczny moment zmiany epoki.

I właśnie w tej wyjątkowej chwili na scenę wchodzi nowy aktor. Drużyna, która jeszcze niedawno była ciekawostką J3, a dziś chce pisać własny rozdział w historii japońskiego futbolu — Tegevajaro Miyazaki.

Egzotyczna? Nawet jak na japońskie realia. To jeden z zaledwie kilku klubów określanych żartobliwie mianem „piknikowych drużyn” — albo, jeśli ktoś woli, „kocykowych ekip”. Ich kameralny stadion nie posiada klasycznych bocznych trybun wypełnionych plastikowymi krzesełkami. Zamiast tego — naturalna połać trawy, o tej porze roku przybierająca lekko brązowawy odcień. To właśnie tam kibice rozkładają koce, siadają z rodzinami, opierają się o ziemię i… zaczynają coś, co z europejskiej perspektywy wydaje się paradoksem.

Bo choć widok przypomina niedzielny piknik, atmosfera wcale nim nie jest.

Myślałeś kiedyś, z czego zrezygnować — z pikniku na kocu w słońcu czy z kibicowania ukochanej drużynie? W Miyazaki nie musisz wybierać. Tu możesz połączyć jedno z drugim. Rodzinny klimat nie wyklucza temperamentu ultrasów. Przez 90 minut kibice śpiewają, krzyczą, dopingują i niosą swój zespół jak fala niesie surferów na wybrzeżu Kyushu. Trawa pod stopami nie tłumi emocji — wręcz przeciwnie, potęguje ich autentyczność.

Co bardziej orientalne, egzotyczne i trudne do wyobrażenia z punktu widzenia Europejczyka? To, że ludzie siedzący na kocach z dziećmi obok siebie potrafią stworzyć atmosferę głośniejszą i bardziej intensywną niż niejedna betonowa trybuna w starej części świata.

Historia Tegevajaro Miyazaki sięga korzeniami czasów, gdy japońska piłka nożna kiełkowała jeszcze na lokalnych boiskach niczym młode pędy na prowincjonalnych łąkach. Choć klub w obecnym kształcie narodził się zaledwie kilka lat temu, jego fundamenty wylano znacznie wcześniej — w epoce pasjonatów, społecznych inicjatyw
i futbolu tworzonego z czystej miłości do gry.

Nie jest zresztą wyjątkiem. Wiele drużyn, które w ostatnich latach zapukały do bram J.League, niesie ze sobą podobny rodowód — jakby były nowymi budowlami wzniesionymi na starych, solidnych fundamentach.
A gdy przyjrzeć się historii i konstrukcji samej ligi, łatwo zrozumieć, dlaczego tak wiele współczesnych klubów wyrasta właśnie z dawnych, lokalnych struktur.

Oficjalna historia drużyny Tegevajaro zaczyna się już w 1965 roku, wraz z utworzeniem niewielkiego amatorskiego klubu o nazwie Kadokawa Club w mieście Miyazaki, położonym w południowo-wschodniej części Kiusiu. Miyazaki to najmniejsza i najbardziej wiejska prefektura na wyspie Kyushu, a samo miasto Miyazaki należy do mniejszych ośrodków miejskich w regionie, więc nie powinno dziwić, że mały amatorski klub przez niemal 50 lat nie przyciągał większej uwagi. Z drugiej strony, przy niewielkiej liczbie innych amatorskich organizacji piłkarskich w okolicy, Kadokawa Club szybko stał się centrum aktywności młodzieżowej w prefekturze Miyazaki.

Na przełomie tysiącleci, gdy popularność J.League rosła jak przypływ podnoszący poziom oceanu, w Miyazaki coraz śmielej zaczęto śnić o własnej profesjonalnej drużynie. Marzenie było jednak jak budowa domu na wymagającym gruncie — sama pasja nie wystarczała. Liga wymagała bezdyskusyjnie solidnych fundamentów w postaci rozbudowanych akademii młodzieżowych na poziomach U-12, U-15 i U-18. Dla tych, którzy chcieli powołać klub do życia „z niczego”, był to mur wysoki i trudny do przeskoczenia (z drugiej strony może dzięki temu Japonia dziś jest Brazylią Azji).

Dlatego w 2004 roku miejscowi kibice, wspierani przez byłych piłkarzy i trenerów, postanowili nie zaczynać od pustej kartki, lecz sięgnąć po już istniejące korzenie. Idąc drogą wydeptaną wcześniej przez Kagoshima United FC czy FC Imabari, objęli opieką całą strukturę młodzieżową i seniorską Kadokawa Club, tchnęli w nią nowy kapitał i nową tożsamość. Najpierw, z ukłonem w stronę historii, drużyna przyjęła nazwę „Andiamo Kadokawa”. Wkrótce jednak zdecydowano się na „Miyazaki Sportsmen United” — nazwę szerszą jak horyzont prefektury, mającą połączyć pod jednym sztandarem całe lokalne środowisko.
(Miyazaki Sporstmen United pomagali również lokalsom. Złożyli się na bus dla lokalnych adeptów piłki nożnej MSU FC Sadowara, aby mogli jeździć na mecze wyjazdowe reprezentować region)

Na początku lat 2010., gdy nowe profesjonalne drużyny z innych prefektur regionu z powodzeniem dołączały do J.League, stało się jasne, że Miyazaki pozostaje w tyle. Klub zdołał awansować do Ligi Prefekturalnej Kiusiu, lecz zarządzanie wciąż miało charakter amatorski, a drużyna nigdy formalnie nie ogłosiła planów ubiegania się o członkostwo w J.League. Postęp wyhamował, a rozczarowane środowiska w regionie zaczęły nawet tworzyć nowe kluby o bardziej „ambitnych” celach.

W 2015 roku zespół przeszedł kolejną dużą reorganizację, wchłaniając kilka mniejszych drużyn z okolicy i przyjmując nową nazwę, która miała oddawać ducha całego regionu Miyazaki. W typowo pseudo-europejskim stylu klub przyjął nazwę złożoną z losowych słów w języku hiszpańskim, tworząc nieco dziwne, lecz chwytliwe „Tegevajaro Miyazaki”.

Zgodnie z oficjalnym wyjaśnieniem klubu, nazwa „Tegevajaro” składa się z trzech „słów”. Termin „tege” to lokalne slangowe określenie z Miyazaki, oznaczające coś wspaniałego, niesamowitego lub znakomitego. Do tego dodano hiszpańskie słowa „vaca” (krowa) i „pájaro” (kurczak/ptak), jako nawiązanie do hodowli drobiu, produkcji mleczarskiej oraz przetwórstwa mięsnego, które stanowią ważną część lokalnej gospodarki Miyazaki. Po usunięciu kilku zbędnych liter powstała nazwa „Tegevajaro”. Oprócz zmiany nazwy klub oficjalnie ogłosił zamiar przystąpienia do J.League i odpowiednio zmienił swoją strukturę korporacyjną.

Dwa lata później, w 2017 roku, klub sięgnął po człowieka, który znał smak wielkiej piłki. Ster drużyny powierzono Nobuhiro Ishizakiemu — szkoleniowcowi z doświadczeniem zdobytym na ławkach Hokkaido Consadole Sapporo i Kawasaki Frontale. Równolegle do szatni sprowadzono zawodników, którzy wcześniej oddychali powietrzem J.League — wśród nich Yasuhito Morishimę, byłego młodzieżowego reprezentanta Japonii i piłkarza Oita Trinita. To były ruchy jak dołożenie mocnych żagli do ambitnego okrętu.

Efekt? Sezon, który zapisał się złotymi literami w kronikach klubu. Tegevajaro po raz pierwszy sięgnęło po mistrzostwo Ligi Kiusiu, kończąc rozgrywki z imponującym bilansem 18-1-1, a następnie wywalczyło awans do JFL na sezon 2018. Maszyna zaczęła pracować pełną parą.

Zespół miał już za sobą nie tylko solidne zaplecze sportowe, ale i coraz liczniejszą, rozgrzaną do czerwoności społeczność kibiców. Doświadczony trener, piłkarze z ligowym rodowodem i rosnące trybuny tworzyły mieszankę, która nie mogła pozostać niezauważona. Po zaledwie dwóch sezonach w JFL klub spełnił wszystkie formalne kryteria wymagane do gry w J.League, a drugie miejsce w tabeli okazało się brakującym puzzlem w tej układance. W 2021 roku Tegevajaro Miyazaki wkroczył do J3 — jak drużyna, która po długiej wspinaczce wreszcie stanęła na nowym, wyższym szczycie.

24 października 2023 roku Tegevajaro Miyazaki zrobiło kolejny milowy krok w swoim rozwoju — Klubowa Komisja Licencyjna oficjalnie przyznała mu licencję J2. To był sygnał, że projekt budowany latami przestał być lokalną ciekawostką, a stał się strukturą gotową na wyższy poziom.

Dwa lata później, 14 grudnia 2025 roku, marzenie stało się faktem. Po zwycięstwie 4:0 nad FC Osaka w Axis Bird Stadium w Tottori, wywalczonym w barażach o awans, Tegevajaro po raz pierwszy w historii zapewniło sobie promocję do J2 League. Pięć sezonów spędzonych na trzecim szczeblu dobiegło końca — drzwi do zaplecza elity zostały wyważone z hukiem.

I właśnie wtedy rozpoczął się nowy rozdział.

W specjalnym, przejściowym sezonie, w którym zespoły J2 i J3 rywalizują w jednej lidze, Miyazaki od pierwszego gwizdka zaczęło pisać jedną z najciekawszych historii tych rozgrywek. Sześć spotkań. Sześć zwycięstw. Bilans absolutnie perfekcyjny. A przecież mówimy o beniaminku.

Jeszcze mocniej wybrzmiewa to w kontekście nowej formuły rozgrywek w Japonii. W lidze nie ma remisów — jeśli spotkanie po 90 minutach pozostaje nierozstrzygnięte, o zwycięstwie decyduje seria rzutów karnych. Wygrana w regulaminowym czasie gry daje 3 punkty, triumf po karnych 2, a przegrany zespół otrzymuje 1 punkt.

Miyazaki nie musiało jednak jeszcze nawet zaglądać w tę część regulaminu. Sześć kolejek, sześć zwycięstw w podstawowym czasie gry i komplet 18 punktów na koncie. Ich bramkarz po sześciu meczach wciąż nie wie, jak smakują konkursy jedenastek, podczas gdy znacznie bardziej renomowane marki z J2 i J3 niemal co kolejkę muszą rozstrzygać swoje spotkania właśnie w ten sposób.39

Co najbardziej niezwykłe — w kadrze próżno szukać głośnych nazwisk, byłych gwiazd J.League czy zawodników z imponującym CV. To nie drużyna zbudowana na rozpoznawalnych markach. To kolektyw. Heroiczna sensacja. Historia jak z filmu „od zera do bohatera”. Oczywiście wyciąganie daleko idących wniosków po czterech kolejkach byłoby przesadą — ale dramaturgia tych spotkań już przeszła do legendy początku sezonu. Dwa zwycięstwa odniesione w dziesiątkę. Dwa gole strzelone w końcówkach.
A bramka przeciwko Tosu — zdobyta praktycznie w ostatniej akcji meczu — sprawiła, że neutralni kibice zaczęli ściskać za nich kciuki.

To trochę klimat Leicester City z mistrzowskiego sezonu — jeszcze bez trofeum, jeszcze bez bajkowego finału, ale z tą samą iskrą wiary.

Tegevajaro stało się symbolem nadziei. Dla kibiców z prefektury Miyazaki, ale też dla fanów z mniejszych, „niepiłkarskich” regionów Japonii. Pokazali, że bez wielkich marek, bez korporacyjnych gigantów w roli sponsorów i bez budżetów liczonych w milionach można rywalizować z silniejszymi i nie pękać.

Na boisku błyszczą nazwiska, które skauci powinni już zapisywać w notesach. Defensywny pomocnik Eisuke Watanabe — trzy gole i asysta, silnik środka pola. Prawdziwa „dziesiątka” Koji Okumura — gol i dwie asysty, architekt akcji ofensywnych. Snajper Yusei Tashida z pięcioma trafieniami już teraz wygląda na kandydata do korony króla strzelców J2.

Na skrzydłach dynamit: Shunya Sakaia (1 gol) oraz Ren Inoue (1 gol, 2 asysty), którzy rozciągają grę i wprowadzają chaos w defensywach rywali.

Z tyłu? „Filigranowy, a jednocześnie mierzący 195 cm” (przykład, iż w Japonii są wysocy bramkarze wbrew idiotycznym japońskim stereotypom) , zwinny jak kot bramkarz Shu Mogi. Przed nim twardy jak skała środkowy obrońca Kengo Kuroki (185 cm). A po boku ofensywnie usposobiony Yota Shimokawa, który już dorzucił dwie asysty.

To nie jest drużyna z billboardów. To drużyna z charakteru.
I właśnie dlatego ich historia w tym sezonie smakuje tak dobrze.

Tegevajaro Miyazaki wchodzi w nową erę japońskiego futbolu jako klub inny niż wszystkie.
Z trawą zamiast plastiku i betonu znanego ze stadionów drużyn z wielkiej aglomeracji. Z rodziną obok ultrasów. Z piknikiem, który w jednej chwili zamienia się w ogień dopingu. Ale co najważniejsze nie są tylko ciekawostką, po awansie do J2 obecnie sportowo się bronią. Z talentami które wcześniej wymieniłem serdecznie zapraszam do śledzenia drużyny z palmowego miasta 

Autor tekstu:
Adam Błoński

Wyświetleń: 35

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej