Turniej miał być ukoronowaniem sezonu, a tymczasem złapał Al-Hilal na wykroku.
Przed ćwierćfinałem z Fluminense klub z Rijadu musiał sięgnąć po coś, co jeszcze nigdy nie miało miejsca:
awaryjny transfer w trakcie turnieju Klubowych Mistrzostw Świata.
Ale to nie był kaprys bogaczy. To była konieczność:
Aleksandar Mitrović – lider ataku – kontuzjowany.
Salem Al-Dawsari – największa gwiazda – wykluczony z gry.
Malcom i Leonardo – grają na blokadach, ledwo zipiąc.
Al-Hilal nie potrzebował medialnej bomby. Potrzebował piłkarza gotowego na teraz. Kogoś, kto zna saudyjską szatnie, presję, klimat, i… nie pęka.
Zamiast nazwiska z okładek, sięgnęli po nazwisko z historii ligi. Po piłkarza, który:
zna każdy centymetr boisk Saudi Pro League,
od lat dominuje w klasyfikacjach strzelców,
i na miano legendy nie pracował reklamą, a bramkami.

Pamiętasz rok 2023? Cristiano Ronaldo trafia do Al-Nassr.
Internet szydzi:
„Z kim on będzie tam rywalizował? Z jakimś Marokańcem Hamdallahem?”
Tymczasem…
Hamdallah nie tylko nie zniknął, ale dalej regularnie trafiał do siatki.
Trzy tytuły króla strzelców (w tym rekordowe 34 gole w sezonie 2018/19),
łącznie ponad 130 bramek w Arabii Saudyjskiej,
rekordzista w liczbie hat-tricków w SPL,
zawodnik, którego szanują i koledzy, i trenerzy – od Jorge Jesusa po światowych gwiazdorów.
Dziś Ronaldo czy Neymar nie muszą już „poznawać” Hamdallaha.
Oni go znają. I wiedzą, że jest częścią DNA tej ligi.
Marokańczyk, rocznik 1990.
Wychowanek Olympic Safi (55 meczów/30 goli), grał m.in. w Norwegii (Aalesund 30m/19g) Chinach (Guangzhou R&F 32m/25g) i Katarze (El-Jaish 23m/21g oraz Al-Rayyan 20m/18g).
W Arabii Saudyjskiej – absolutna legenda. Grał dla Al-Nassr (Łącznie: 74 meczów/77 goli), Al-Ittihad (Razem: 63 meczów/ 52 goli), teraz – awaryjnie – w Al-Hilal.
W każdym klubie zostawiał liczby i charakter. I był znany z tego, że:
„Nigdy nie odpuszcza. Może milczeć, ale na boisku odpowiada za dziesięciu” – mówili o nim trenerzy saudyjskich klubów.
Hamdallah to nie tylko strzelec. To także człowiek z ogromnym sercem:
W 2022 roku, po tragedii pięcioletniego Riyana, który zginął w studni – ufundował dom dla jego rodziny.
W 2023, po trzęsieniu ziemi w Maroku – pierwszy oddał krew, zachęcając innych reprezentantów do działania.
Regularnie wspiera domy dziecka i społeczności w rodzinnej Safi.
Po raz ostatni był na dużej scenie w 2022 roku – podczas Mistrzostw Świata w Katarze, gdzie zagrał w reprezentacji Maroka.
Teraz ponownie wchodzi na arenę międzynarodową, tym razem w barwach Al-Hilal.
I choć to wypożyczenie tylko na Klubowe Mistrzostwa Świata – to dla Hamdallaha to więcej niż formalność.
To szansa, by znów coś udowodnić. Sobie, światu, i tym, którzy nadal pamiętają tylko żarty z jego nazwiska.
„To nie jest jakiś transfer. To Hamdallah.”
I właśnie dlatego Al-Hilal, w momencie największej próby, sięga po niego.
Nie po znane nazwisko, nie po celebrytę przynoszącego „kliki” na socialmediach.
Po skuteczność. Charakter. Legendę ligi.
Plusem – i pięknym smaczkiem nie tylko dla fanów reprezentacji Maroka – jest ponowne zjednoczenie dwóch zasłużonych „Lwów Atlasu”: Hamdallaha i Yassine Bounou.
Po wspólnej przygodzie na mundialu w Katarze, dziś znów dzielą szatnię – tym razem w barwach Al-Hilal. To nie tylko sportowe wzmocnienie, ale i symboliczny powrót marokańskiego ducha walki na wielką scenę.
Czy Hamdallah ponownie udowodni światu, że miejsce legendy buduje się na murawie – nie w social mediach?
Trzymajmy za niego kciuki – bo może właśnie teraz, w najtrudniejszym momencie Al-Hilal, napisze swój własny epilog. I podsumuje wieloletnią karierę tym, co potrafi najlepiej – bramką na jednej z najbardziej prestiżowych scen światowego futbolu.
Autor tekstu:
Adam Błoński
Wyświetleń: 310