Jeśli ktoś łudził się, że azjatyckie kluby w Klubowych Mistrzostwach Świata 2025 namieszają, to… właśnie został brutalnie sprowadzony na ziemię. Cztery drużyny, cztery kontynentalne legendy – i zaledwie jeden punkt na dwanaście możliwych. Czy to tylko zły dzień? Nie. To był test dojrzałości, który Azja oblała z hukiem. I co gorsza – wszyscy się tego spodziewali.

Al Ain? Pokiereszowane. Ulsan? Zgubione. Urawa? Niezdecydowana. Al‑Hilal? Jedyni, którzy chociaż unieśli głowę, ale i tak bez triumfu.

Pierwsza kolejka nie zostawiła złudzeń – to nie są drużyny gotowe, żeby reprezentować kontynent w światowym czempionacie. I w tym właśnie rzecz – nie chodzi o przeszłość, trofea czy historie. Chodzi o tu i teraz. A to „teraz” jest słabe, bez formy, bez spójności, bez celu.

Wchodzimy głębiej. Rozbieramy po kolei cztery azjatyckie marki, które jeszcze do niedawna były dumą kontynentu. Dziś? Cieniem dawnych siebie. Ale zanim się obrazisz, czytelniku z Rijadu, Saitamy czy Ulsan – przeczytaj. To nie jest atak, lecz uczciwa diagnoza kogoś, kto od lat śledzi i ceni azjatycki futbol. Kogoś, kto z sympatią patrzy na każdą z tych drużyn, życząc im rozwoju i sukcesów — ale jednocześnie nie może milczeć, gdy cały kontynent ma być oceniany przez pryzmat ekip, które dziś po prostu nie są gotowe, by nieść jego sztandar.

Dwie statystyki, które biją po oczach:

Azja 0–5–1: tylko punkt, bilans bramek -8.

Lokalne ligi: UAE Pro League (Al Ain 5. miejsce), K‑League (Ulsan po 19 kolejkach 5 miejsce), Urawa Reds (4 miejsce, w 4 ostatnich meczach 1 wygrana) Saudi Pro League (Hilal 2. Miejsce stracili tytuł mistrza) – żadna drużyna nie weszła w szczyt formy.

– Kilka anegdot:

To jakby teraz dawać Wisłę Kraków do Ligi Mistrzów tylko dlatego, że kiedyś była na topie. Historyczne nazwiska nie gwarantują formy.

Ulsan – w Azjatyckiej Lidze Mistrzów 1 zwycięstwo!…i 6 porażek przedostatnie miejsce w całej kontynentalnej stawce.
Oni są na etapie zmazywania hańby dla koreańskiego futbolu, a nie stawiania się światowemu topowi.

Al Ain – pięciu szkoleniowców w ostatnich 16 miesiącach, zero jasnej koncepcji, zero grupowego zgrania.

Al‑Hilal – paradoksalnie najlepsze dziś z Azji – punkt z Realem, ale wygrana pozostaje iluzją.

Urawa – Skorża mógł mieć plan, ale zmiany jakie wykonał przy presji wyniku skutecznie zabiły ofensywę „Diamentów”.

  • Trochę goryczki o każdym:

Ulsan HD  – największa wtopa

Po utracie trenera, który tworzył ich zwycięską dynastię w ostatnich latach Hong Myung-Bo (został wybrany selekcjonerem), drużyna  w zeszłym sezonie zdobyła mistrzostwo bazując jeszcze na punktach przez niego zdobytych.
Po objęciu sterów przez Kim Pan-Gona, klub wygląda jak ligowy średniak ciągnący do górnej połowy tabeli.
Koreański Franciszek Smuda w zaledwie parę miesięcy od przejęcia zespołu z dobrze naoliwionej maszyny stworzył obraz zespoły w wiecznej rekonstrukcji. Cały coś buduje ale…nie widać tu żadnych powtarzalności, taktyki czy schematów.

Sezon w Azjatyckiej Lidze Mistrzów? ZERO punktów.

A w KMŚ? Przegrali 0:1 z Mamelodi Sundowns. Mogli nawet wygrać – mieli swoje sytuacje (choćby pudło na pustą Erica) – ale brak taktyki pod Kimem to totalna mizeria. Kim to taki „Franciszek Smuda” Azji – dużo obciążeń, zero gry.
Potrafi zaliczyć heroicznie comback z 0-2, wyrównywać w ostatnich sekundach, a jego thrillery, gdzie np. jego bramkarz 2x z rzędu bronił karne w doliczonym czasie gry (ratując wpierw punkt, a później zwycięstwo) zdecydowanie zapadają w pamięć.

Ale każdy przyzwyczaił się już do zwycięstw Ulsan po 3-0, 4-0, a obecnie pod batutą „Pan-GONGA” cieszymy się jak Ulsan wywalczy sobie remis z przeciętniakiem K League!

Wnioski – co to mówi o zespole?

  1. Ulsan obecnie to zespół przeciętny – nie zdominuje przeciwnika, ale potrafi walczyć.

  2. Dramatyczne końcówki – zwycięstwa i porażki często w ostatnich minutach → brak rytmu i taktycznej stabilizacji.

  3. Kim Pan-Gon odziedziczył ekipę w przebudowie – taktycznie jeszcze niezbudowaną i niepewną.

  4. W KMŚ – przegrana 0:1 z Sundowns to też dramat końcówki – sytuacje mieli, ale brak stabilności i pressing zawiódł w kluczowych momentach.

Podsumowując: Ulsan wygra i przegra w końcówce, bo żyje meczami „od 75. minuty w górę”. To może zapewnić emocje, ale nie gwarantuje trofeów – i dopóki to się nie zmieni, walka o kontynentalną dominację pozostanie mrzonką.

Al Ain – kiedyś dominowali

Zanim zaczęły się KMŚ drużyn ze środka pustyni mogła pochwalić się „zaszczytnym” – 5. miejscem UAE Pro League – daleko od szczytu.

  • Ich Guru Hernan Crespo, z którym wygrali Azjatycką Ligę Mistrzów w momencie zwolnienia zostawił drużynę w „doskonałej formie”, w której trwają do dziś. Al Ain zajmowało ostatnie miejsce w grupie ACL, po czterech meczach bez zwycięstwa i zaledwie 1 punktem (4 mecze: 0–1–3, bramki: 14 straconych), a w lidze krajowej  zajmowali 8. miejsce, 10 „oczek” za lidere. Zwolniony został zaraz po dotkliwej porażce z Al Nassr 1–5

Po Crespo, mieliśmy Jardima, teraz Ivicia – 5 trenerów w 16 miesięcy (był jeszcze Alfred Schreuder i Sergiy Rebrov)– skrótem, nie ma czegoś takiego jak tożsamość Al-Ain?

W Klubowych Mistrzostwach Świata poszło 0:5 z Juventusem. Rui Patrício nie okazał się zbawcą w bramce, a jedynie marketingowym haczykiem. Khalid Eissa, mający ledwie 178 cm wzrostu, kapitan zespołu, doprowadził tę drużynę do finału tego turnieju kilka lat temu. Posadzenie go na ławce — niejako w „nagrodę” za wieloletnią służbę — w tak ważnym turnieju raczej nie skonsolidowało defensywy.

Mimo wielkich nazwisk i historycznych sukcesów, klub wciąż błądzi w poszukiwaniu trenera, który nada im stałą tożsamość.

Wnioski – co to mówi o zespole?

  • Al‑Ain od lat nie może zbudować stabilnej tożsamości – pięciu trenerów w 16 miesięcy mówi samo za siebie.

  • Zespół nie wyszedł z grupy w ostatniej edycji Ligi Mistrzów, a w lidze zajął dopiero 5. miejsce – za słabi na ligę krajową, a co dopiero na kontynent.

  • 0:5 z Juventusem to nie tylko różnica klas – to pokaz całkowitego braku organizacji, zwłaszcza w defensywie.

  • Rui Patrício okazał się bardziej kampanią marketingową niż realnym wzmocnieniem. Posadzenie Eissy na ławce to decyzja, która mogła osłabić morale i spójność linii obronnej.

  • Al‑Ain gra futbol reaktywny, momentami wręcz pasywny – nie tworzy, tylko reaguje.

Podsumowując:

Al‑Ain to klub, który cały czas jest „w trakcie budowy”. Zmienia trenerów, styl, skład i założenia, ale nie buduje ciągłości. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś co tydzień próbował zbudować wieżowiec z piasku. Potencjał? Jest. Struktura? Brak. To drużyna, która gra bardziej nazwą niż jakością – i póki nie zmieni fundamentów, pozostanie tylko wspomnieniem dawnej chwały.

Al‑Hilal – punkt na wagę złota

W lidze Saudyjskie też bez pucharu – dopiero 2. miejsce w Saudi Pro League .

W Azjatyckiej LM – półfinał, ale bez tytułu . Włoski trener Inzaghi przejął klub dopiero 4 czerwca.

Efekt? Remis z Realem 1:1. A może – jak kto woli – prawdziwy cud. Podnieśli rękawice z największy rywalem jakiego Azjaci otrzymali na tym turnieju.

Bramkarz Bono obronił rzut karny Valverde, ratując drużynę. To jedyne światełko w mroku azjatyckiego futbolu, bo przez większą część meczu Al-Hilal grało z Królewskimi jak równy z równym.

Al‑Hilal – w kryzysie, ale z klasą

Wnioski – co to mówi o zespole?

  • Al‑Hilal to jedyna drużyna z Azji, która zdobyła punkt – i to z kim? Z Realem Madryt. I to w meczu, w którym mogli nawet wygrać.

  • Mimo braku formy, nowego trenera (Inzaghi przejął zespół tuż przed turniejem) i braku trofeów w sezonie, Hilal ma w składzie graczy z najwyższej półki: Neves, Al‑Dawsari, Bono.

  • Neves i Al Dawsari grają jak profesorzy – kreuje, dyktuje tempo, daje balans. Al‑Dawsari drybluje, straszy, szuka przestrzeni. Bono ratuje w kluczowych momentach.

  • Drużyna ma swoje momenty przestoju i chaosu, ale bazuje na doświadczeniu i jakości indywidualnej.

  • Mimo że to sezon przejściowy, Hilal pokazuje, że „minimalna forma” tej drużyny i tak jest wystarczająco dobra, by nie przynieść wstydu.

Podsumowując:

Al‑Hilal to przykład, że nawet będąc w dołku, można zachować twarz – a nawet zapunktować z gigantem. To drużyna, która nie gra dziś swojego najlepszego futbolu, ale ma charakter, liderów i turniejowy instynkt. Ich występ to paradoks całej Azji: najlepiej wypadli ci, którzy mieli największą przeszkodę. Jeśli Bóg ma poczucie humoru – to właśnie ono się objawiło w meczu z Realem.

Urawa Red Diamonds – drużyna w budowie, która zbyt szybko trafiła na salony

Trzeba pamiętać, że Maciej Skorża to nie jest przypadkowy trener. To człowiek, który poprowadził Urawę do zwycięstwa w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, co w historii japońskiego futbolu nie jest codziennością. Ale trzeba też spojrzeć na kontekst – kiedy Polak obejmował Urawę w tamtym sezonie, zespół znajdował się w środku tabeli. Z czasem udało mu się wyciągnąć drużynę wyżej, ale nie na tyle wysoko, by zakwalifikować się do kolejnej edycji Ligi Mistrzów Azji.

W obecnym sezonie startowali jeszcze gorzej – od strefy spadkowej, co już samo w sobie było szokiem dla kibiców. Skorża potrafił ten zespół dźwignąć, ustabilizował wyniki i zaliczył serię spotkań bez porażki, ale nikt rozsądny nie nazwie tej Urawy drużyną kompletną. To zespół w przebudowie, „under construction”, z nowymi liderami, nowym rytmem, nową dynamiką – a jednak rzucony na głęboką wodę, jaką są Klubowe Mistrzostwa Świata.

I choć Skorża to w futbolu szachista – taktyczny Kasparow – to nawet on nie jest wolny od błędów. Przeciwko River Plate miał plan, który przez długi czas działał. Aż nagle w drugiej połowie zdecydował się zdjąć dwóch najbardziej kreatywnych zawodników: Kaneko (który wywalczył karnego i rozciągał grę) oraz Savio, króla asyst i architekta większości akcji Urawy.

Dlaczego to zrobił? Do dziś nie wiadomo. Może miał dane z GPS-ów, może chciał ich oszczędzić, może myślał o końcówce meczu. Ale jedno jest pewne – ta decyzja zabiła dynamikę zespołu i ugasiła ofensywną iskrę. A przecież nawet najlepsi się mylą – Inzaghi, który dziś prowadzi Al‑Hilal, też potrafił perfekcyjnie ustawić Inter w ataku, a przegrać finał Ligi Mistrzów 0:5. Więc Skorży ten jeden błąd też można wybaczyć.

Wszystko jednak pokazuje jedno: Urawa w tym momencie nie powinna jeszcze reprezentować całej Azji. Nie teraz, nie w tej fazie rozwoju.

Urawa Red Diamonds – z planem, który się rozsypał

Wnioski – co to mówi o zespole?

  • Urawa to zespół z dobrze nakreśloną strukturą, ale brakuje mu wyrachowania i decyzji, które idą za logiką meczu.

  • W meczu z River stworzyli sytuacje, wywalczyli karnego, grali wysoko i intensywnie – aż do momentu, gdy Skorża ściągnął dwóch liderów: Kaneko i Xavio.

  • Kaneko wywalczył karnego i „żółte” na rywalach, Xavio rozgrywał i kreował – ich zejście mocno zabiło płynność i impet gry.

  • Zespół wygląda na dobrze przygotowany fizycznie i taktycznie, ale mentalnie brakuje mu wiary w to, że może postawić się najlepszym.

  • W J-League często punktują, ale na poziomie KMŚ widać, że detale i mentalność decydują o porażce.

Podsumowując:

Urawa to zespół, który wie, co chce grać – ale czasem zapomina, że mecze wygrywa się nie tylko planem, lecz także instynktem i odwagą. Zabrakło obu. Jeśli Urawa chce reprezentować Azję godnie, musi przestać być zespołem, który sam sobie przerywa najlepsze fragmenty. Skorża ma pomysł, ale teraz musi go nauczyć wierzyć, że z River czy Realem też można grać jak równy z równym – do końca.

Na koniec warto jasno powiedzieć: ta krytyka nie płynie z niechęci, lecz z troski. Każda z tych drużyn – Al‑Hilal, Al‑Ain, Urawa i Ulsan – to fundamenty azjatyckiego futbolu. To zespoły z historią, tradycją i kibicami, którzy kochają je bezwarunkowo. I choć dziś zawodzą, to przecież każdy z nas – niezależnie czy ogląda mecze z Osaki, Rijadu czy Dubaju…czy z Polski – chciałby znów widzieć je w glorii zwycięstwa.

Dlatego nie odwracamy się plecami. Wręcz przeciwnie – trzymamy kciuki, kibicujemy, liczymy na odbudowę. Bo tylko poprzez rzetelną ocenę i szczerość można wrócić silniejszym. Mamy nadzieję, że kolejne edycje pokażą Azję w zupełnie innym świetle. Bo potencjał tu jest – trzeba go tylko przekuć w rzeczywistość.

Trzymam kciuki:
Adam Błoński

Wyświetleń: 300

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej