W środę w pierwszym meczu półfinałowym AFC Challenge League niezwyciężony na krajowym podwórku potężny FK Arkadag mierzył się w Kuwejcie z miejscowym Al-Arabi. Co z tego wyszło, przeczytacie poniżej.
Al-Arabi Kuwejt – FK Arkadag 2:0 (John 71, Al Awadi 90+4)
Turkmeńscy hegemoni zagrali w tym meczu jakby mieli za zadanie wywieźć 0:0 i zaatakować w rewanżu. Al-Arabi mocno ich ścisnęło a od straty gola nieraz ratował gości Czaryjew. Lecz w 71. minucie opór nastawionych na kontry graczy „Protektora” pękł. Al Aswad podał do Johna, po dośrodkowaniu Nigeryjczyka piłka skozłowała i wpadła do siatki. Khaba w razie czego dostawił nogę, żeby ewentualnie wbić piłkę do bramki. A w doliczonym czasie tenże Khaba podał do Al Awadiego, który obrócił się z piłką i oddał bardzo ładny strzał zza pola karnego. W zasadzie przesądza to o awansie kuwejckiego zespołu do finału choć chciałbym się mylić. Arkadag w ofensywie pokazał bardzo niewiele. Jeśli będzie chciał odrobić straty w kolejną środę to musi naprawdę spiąć cztery litery.
Zaś Al-Arabi okazuje się jedyną drużyną, która wygrała z Arkadagiem w jego historii. Zrobiła to zarówno 1 listopada w fazie grupowej (3:2) jak i teraz. No bo tak jak tylko Molibdenowy Mateusz może pokonać Tytanowego Janusza tak tylko Al-Arabi z Kuwejtu może ograć Arkadaga.
Zwycięzca tej pary zagra w finale z lepszym z duetu Svay Rieng (Kambodża) – Madura United (Indonezja).
Autor tekstu: Łukasz Bobruk
Wyświetleń: 311