Powtórka heroicznego i dramatycznego spotkania obu drużyn z 2004 roku. Ale tym razem obyło się zarówno bez heroizmu, jak i bez dramatyzmu. Po pełnej kontroli nad meczem Japonia pokonuje Bahrajn 3-1 i przechodzi do ćwierćfinału Pucharu Azji.
Wyjściowe jedenastki obu drużyn:

Jak można było się spodziewać to Japonia próbowała przejąć inicjatywę i prowadzić grę w tym meczu. I to także ona jako pierwsza poważnie zagroziła bramce rywala. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzał Ayase Ueda, ale jego mocny strzał doskonale wybronił Luftallah. Ale w pierwszych minutach bardziej niż przeważała Japonia, przeważała niedokładność po obu stronach. Zarówno Japończycy, jak i reprezentanci Bahrajnu próbowali długich piłek, ale zazwyczaj były one niedokładne. Szybkie akcje i kontry również kończyły się po niedokładnych zagraniach w decydujących momentach. Właśnie owa niedokładność była głównym powodem braku większej ilości sytuacji i strzałów w pierwszej części.
Najczęściej ciężar gry brał na siebie Takefusa Kubo. Wychowanek FC Tokyo był bardzo aktywny, często pokazywał się do gry i biła od niego największa jakość. Na drugim biegunie znaleźli się Reo Hatate i Keito Nakamura, którym nie wychodziło praktycznie nic. Japonii brakowało też strzałów z dystansu i to zmieniło się w 32. minucie. W końcu któryś z Japończyków zdecydował się na uderzenie i od razu przyniosło to skutek. Zza pola karnego potężną bombę posłał Maikuma, którego strzał zatrzymał się na słupku. Do piłki dopadł jednak Ritsu Doan i otworzył wynik tego spotkania.

Pozostała część pierwszej połowy przypominała bardziej szachy, jako że żadna ze stron nie chciała się bardziej otworzyć i popełnić błędu. Bahrajn nie chciał stracić szans na walkę o awans, a Japonia nie chciała sobie tej walki komplikować przed przerwą.
A po przerwie Japonia nie popełniła błędu, jaki lubi często popełniać. Nie zlekceważyła rywala, tylko szukała drugiego trafienia, które znalazła w 50 minucie. Takefusa Kubo zagrał do Uedy, ale ten przeszkadzał sobie nawzajem z Doanem i piłka trafiła pod nogi obrońcy Bahrajnu. Ten zagrywał do bramkarza, ale nie widział, że zawodnik Realu Sociedad był już w polu karnym. Piłka trafiła więc do Kubo, a ten bardzo pewnym strzałem pokonał golkipera Bahrajnu. Początkowo sędzia odgwizdał pozycję spaloną, ale po analizie VAR uznano zagranie obrońcy za intencjonalne i bramka Japonii została uznana.
Ale Bahrajn się nie poddawał. W 65. minucie podopieczni Juana Antonio Pizziego zdobyli bramkę kontaktową. Niestety dla Japonii ponownie była ona główną zasługą Ziona Suzuki, który w jednej tylko sytuacji popełnił dwa ogromne błędy. W tym momencie należało sobie zadać pytanie ile jeszcze bramek musi wpaść na konto Suzukiego, aby Moriyasu w końcu odsunął go od składu. To czwarty gol w czwartym meczu za który bezpośrednio odpowiada Zion.

Na szczęście dla golkipera Japonii, kilka minut później Japonia znów miała dwubramkową przewagę. Do siatki trafił Ueda po pięknej, indywidualnej akcji, którą oszukał całą defensywę Bahrajnu. Japonia miała ten mecz pod całkowitą kontrolą i gdyby nie błąd Ziona do spółki z Uedą to Bahrajn nie miałby realnej szansy na zdobycie gola. Wynik nie oddaje przebiegu spotkania, gdyż Japończycy na potęgę marnowali doskonałe sytuacje. I właśnie skuteczność to będzie coś co podopieczni Hajime Moriyasu będą musieli poprawić przed kolejną fazą rozgrywek, bo wykorzystywanie sytuacji może okazać się kluczowe w starciach z mocniejszymi rywalami.
Wyświetleń: 395