Można się było spodziewać takiego obrotu spraw. Kirgizi, którzy wcześniej ulegli Tajlandii teraz nie dali rady Arabii Saudyjskiej. O szczegółach piszę poniżej.
Ahmad bin Ali Stadium, Al-Rayyan:
Kirgistan – Arabia Saudyjska 0:2 (Kanno 35, Al-Ghamdi 84)
FT | 🇰🇬 Kyrgyz Republic 0️⃣-2️⃣ Saudi Arabia 🇸🇦
🌟 Green Falcons book their place in the Round of 16 against 9-man Kyrgyz Republic!#AsianCup2023 | #HayyaAsia | #KGZvKSA pic.twitter.com/5c7jqtSmtg
— #AsianCup2023 (@afcasiancup) January 21, 2024
Już w 9. minucie Ajzar Akmatow utrudnił jeszcze bardziej „Białym Sokołom” zadanie sprawienia niespodzianki do poziomu ultra level hard. Obrońca Abdysz-Aty Kant wszedł prostą nogą w Samiego Al-Najeia przed polem karnym a po chwilowej analizie VAR otrzymał czerwoną kartkę. Chwilę później ładnie z rzutu wolnego zakręcił Al-Burayk lecz jego strzał obronił Tokotajew. Podopieczni Stefana Tarkovicia mieli za zadanie dotrwać w dziesięciu do przerwy bez straty gola i prawie się udało. W 35. minucie po strzale Al-Malkiego piłka odbiła się od słupka lecz piłka trafiła na prawo do Abdulhamida, który posłał dośrodkowanie a Kanno, do którego nie doskoczył żaden z kirgiskich zawodników strzelił pewnie z bliska.
W 52. minucie Kirgizi utrudnili sobie zadanie jeszcze bardziej. W środku pola Kimi Merk wszedł w Tambaktiego i podzielił los Akmatowa. Tym samym zadaniem zespołu z Azji Centralnej było dowiezienie 0:1 do końca z zachowaniem sił, które na maksa można byłoby poświęcić na ostatnie starcie z Omanem. I to też się prawie udało. Drugą bramkę zawodnikom dobrze mi znanego Roberto Manciniego (z pracy w Zenicie Sankt Petersburg w latach 2017-18, gdzie był nazywany „Płaczini” ze względu na pretensjonalne tony wypowiedzi na konferencjach prasowych) zapewnili wpuszczeni przez Włocha rezerwowi. Mukhtar Ali podał do Al-Ghamdiego a po strzale gracza Al-Ittihad zza pola karnego piłka odbiła się od rąk Tokotajewa i wpadła do siatki. Potem do końca meczu golkiper Sanliurfasporu udanie się zrehabilitował, notując parę dobrych interwencji. Ale to i tak było za mało.
„Zielone Sokoły” planowo ograły „Białe Sokoły” i w zasadzie dla Kirgizów porażka 0:2 w takich okolicznościach z jedną z mocniejszych ekip kontynentu to dobry wynik. Nie powiem „sukces”, gdyż takim byłoby zremisowanie w tym meczu. Inna sprawa, że Saudowie mając o dwóch graczy więcej strzelili tylko dwie bramki. Ale to już zmartwienie Manciniego i spółki oraz ludzi, którzy sympatyzują z saudyjskim futbolem (a znam takowych).
W drugim meczu grupy między Omanem i Tajlandią gole nie padły. O tym spotkaniu możecie przeczytać tutaj.
Tabela:

Następna kolejka (22 stycznia):
Kirgistan – Oman
Arabia Saudyjska – Tajlandia
Z występu Kirgizów nie jestem za bardzo zadowolony (jeden strzał na bramkę – mimo wszystko mogli się trochę bardziej postarać). Lecz nie czuję też jakoś mocnego zażenowania czy wściekłości, gdyż spodziewałem się porażki z faworytem grupy. Liczę zaś, że Tarkovic spróbuje ten zespół ogarnąć na tyle, że w starciu z Omanem (trzecim w ciągu ostatnich 12 miesięcy) pokaże się z lepszej strony i jak nie uda się zapunktować to może chociaż trafi do siatki. No chyba że znów jestem naiwny. Ale cóż, powtórzę jeszcze raz – nadzieja umiera ostatnia.
Na tę chwilę ze Środkowych Azjatów jedynie Uzbekistan zajmuje po dwóch kolejkach miejsce, dające awans do fazy pucharowej (drugie w grupie B, choć jeśli pokona Australię to wygra grupę). Z kolei Tadżykistan ma gorszy bilans od Syrii, jeśli chodzi o… kartki.

Tu zadania nie ułatwia czerwona kartka dla Kamołowa. Zatem ekipa Petara Segrta musi skupić się na pokonaniu Libanu. Sam chorwacki szkoleniowiec stwierdził na konferencji, że jutrzejszy mecz będzie jak finał.
I tak oto kończymy drugą kolejkę fazy grupowej. Czuję, że jakkolwiek nie zakończyłyby się spotkania ostatniej serii, to na pewno będzie gorąco a wydarzenia boiskowe będą przyprawiały kibiców o niejeden zawał i przelane poty. Czyli na pewno będzie się działo.
W końcu to jest Puchar Azji!
Autor tekstu: Łukasz Bobruk
Wyświetleń: 354