Dziś swoje 55 urodziny obchodzi trener FC Tokyo, Kenta Hasegawa. Szkoleniowiec „gazowników” został dziś zaskoczony tortem przez pracowników klubu oraz życzeniami od zawodników podczas treningu.

Miły dzień został zwieńczony wizytą zawodników Tokyo U-15 na treningu pierwszej drużyny, gdzie młodzi wychowankowie mogli otrzymać wiele cennych rad od swoich idoli.

Ale nie jesteśmy tutaj po to, aby napawać się wspaniałą atmosferą w ośrodku treningowym Tokyo.

Kenta Hasegawa objął stanowisko trenera pierwszego zespołu dokładnie 1 lutego 2018 roku i wiązano z nim ogromne nadzieje. Tokyo miało na poważnie włączyć się do walki o mistrzostwo, a dzięki transferom i pieniądzom włożonym w budowanie składu, miało dołożyć do gabloty jakieś trofeum. W rzeczywistości każdy kolejny sezon staje się tylko większym rozczarowaniem, a duża w tym zasługa naszego dzisiejszego „bohatera”.

Sezon 2018 rozpoczął się nieźle i mijał nam na walce z Kawasaki i Hiroshimą o Top 3.

Pokonaliśmy nawet oba zespoły, biliśmy Kashimę, Marinos, Nagoyę, ale traciliśmy punkty z Tosu, Kashiwą (która wtedy spadła), Nagasaki, Jubilo Iwatą, czy Shimizu S-Pulse. Hasegawa nie potrafił w żaden sposób zareagować na wydarzenia na boisku i grał wyłącznie jedną taktyką, jednym sposobem i niestety jednymi zawodnikami. Jego pomysł na grę sprawdzał się z mocniejszymi rywalami, gdzie można było zaskoczyć kontrą, albo stałym fragmentem, lecz w przypadku prowadzenia gry zespół kompletnie nie wiedział jak ma grać. Efektem było nie tyle wypadnięcie z Top 3, co zajęcie odległego, szóstego miejsca w J.League.

Sezon 2019 to pompowanie klubu i zawodników już od okresu przygotowawczego.

I rzeczywiście sezon ten wyglądał naprawdę spektakularnie i Tokyo zostało wicemistrzem kraju, co jest najlepszym wynikiem w historii klubu, ale… właśnie. Tutaj pojawia się ogromne ALE. Ktoś powie „wow, Hasegawa poprowadził klub do pierwszego w historii wicemistrzostwa”. Ja jednak powiem, że Hasegawa zaprzepaścił szansę na pierwsze w historii MISTRZOSTWO JAPONII. W maju 2019 roku pisałem:

„Można obawiać się także… Hasegawy. Trener Tokyo to wielki szkoleniowiec, który niejedno już w życiu osiągnął i udowodnił. Ma on jednak niepokojącą skłonność do „zajeżdżania” swoich zespołów, co w połączeniu ze średnią umiejętnością odmieniania niekorzystnych rezultatów stanowi mieszankę iście dramatyczną. Przekonało się o tym prowadzone przez niego Shimizu S-Pulse, przekonało się także FC Tokyo w poprzednim sezonie.”

Obawiałem się dokładnie tych błędów, które po raz kolejny Hasegawa popełnił. Na końcówkę sezonu wypadli zarówno Diego jak i Nagai, którzy byli eksploatowani przez cały sezon, a gdy Tokyo mierzyło się z ekipami pokroju Matsumoto, Tosu, Shonan, czy ligowo najsłabszą od dawna Urawą to traciło punkty. Trener Tokyo przypominał wtedy zagubione dziecko w Galerii Handlowej, które w żaden sposób nie potrafi się odnaleźć, a już tym bardziej zareagować na zaistniałą sytuację. Były trener Gamby Osaka ratował się wtedy wpuszczaniem Jaela, czy Na Sang-ho, ale jakość tych nazwisk najlepiej pokaże nam fakt, że pierwszy okazał się totalnym niewypałem i gra sobie w J2, a drugi jest już w lidze koreańskiej.

Przez zdecydowanie większą część sezonu FC Tokyo było liderem i pewnie szło po swoje. Miało jednak w swoim składzie Pana o nazwisku Takefusa Kubo. To właśnie młody Japończyk pojawiał się i robił różnicę w momencie gdy zespół najbardziej tego potrzebował. Gdy latem 2019 roku zamienił stolicę Japonii na stolicę Hiszpanii, Tokyo zaczęło mieć poważny problem. Również dlatego, że klub czekała seria 8 wyjazdów z rzędu, co do teraz wydaje się absurdalną rzeczą. Nie uważam jednak, że to jakkolwiek wpłynęło na naszą walkę o mistrzostwo, bo najważniejsze punkty zgubiliśmy na Ajinomoto. Można szukać wymówek, można mówić o utracie Kubo, o wyjazdach, o skandalu w Tosu, czy rozpędzonej Yokohamie, ale gdy przyjrzymy się bliżej to zobaczymy prawdziwy problem, czyli dzisiejszego jubilata. Już tłumaczę na podstawie konkretnych spotkań.

Fatalny mecz z Matsumoto na wyjeździe z 29 września 2019 roku. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0-0, a Tokyo oddało zaledwie dwa celne strzały na bramkę. Dodam, że Matsumoto było beniaminkiem i spadło z ligi z marnym dorobkiem punktów. Oto ustawienie i zmiany z tego meczu:

W listopadzie czekały nas najważniejsze mecze w sezonie z Shonan i Urawą Reds na Ajinomoto, które Tokyo po prostu musiało wygrać i które Tokyo wydawało się, że spokojnie wygra. Tymczasem byliśmy świadkami dwóch remisów 1-1 i do Jokohamy pojechaliśmy praktycznie jako wicemistrz kraju. Oto składy z obu tamtych spotkań:

vs Urawa

vs Shonan

Można sobie porównać „różnorodność” i spojrzeć na odpowiednie wyciąganie wniosków.

Wydaje się niepojęte, że trener klubu na takim poziomie nie wyciąga żadnych wniosków, że nie zmienia choćby ustawienia, że widząc, iż dane ustawienie i dany skład nie radzi sobie z pewnym stylem gry (a tamte ekipy były do siebie trochę podobne pod tym względem) i tak obstaje przy swoim i ostatecznie traci mistrzostwo przez coś takiego. Do tego dochodzi oczywiście wspomniana wcześniej utrata Diego i Nagaia, którzy wypadli przez kontuzje.

Dużym plusem dla Hasegawy za tamten sezon jest regularna gra Kubo i zaufanie młodemu Japończykowi, a także wprowadzenie do pierwszego zespołu Ogawy i Watanabe, którzy okazali się ważnymi zawodnikami FC Tokyo.

Sezon obecny, który rozpoczął się od wyjazdowej wygranej 3-1 z S-Pulse miał być tym, czym nie był sezon poprzedni, a więc sukcesem, spełnieniem ambicji i wielkiej gry aż do końca. Miała być walka o mistrzostwo, miała być walka o Puchar Ligi Mistrzów i miało być zaangażowanie w krajowych pucharach, czego brakowało w ostatnich latach. W tym celu pozyskano Adailtona z Jubilo, Leandro z Kashimy Antlers, Oumariego, a Shuto Abe stał się pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu razem z Tagawą, Taichi Harą, Uchidą i Nakamurą. Duży plus dla Hasegawy za dawanie szansy młodym, a przede wszystkim za zaufanie Abe. Ale wracając… Miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze. Tokyo spotkało się z rzeczywistością w Tamagawa Classico, gdzie Kawasaki trochę poklepało i zabrało ze sobą wynik 4-0. Następnie przyszły kompromitujące porażki z Tosu, Oitą i Kashimą – wszystkie u siebie. Oraz głupie remisy jak ten z Kobe, z Hiroshimą, czy Sapporo. Tokyo zajmuje obecnie trzecie miejsce w lidze, ale do pierwszego Kawasaki traci już aż 12 punktów mając jeden mecz więcej. Tuż za Tokyo znajdują się m.in. Kashima, Kashiwa i Nagoya, które mają nawet po 3 mecze do rozegrania więcej. Nie wygląda to ani trochę optymistycznie, a Tokyo czekają jeszcze spotkania w Lidze Mistrzów i pucharach krajowych, które na pewno obciążą terminarz i zbiorą żniwo kontuzji z powodu krótkiej (znów) ławki. Kenta Hasegawa zdaje się nie radzić sobie już teraz, więc istnieją wszelkie powody, aby obawiać się dalszej części tego sezonu. Dodatkowo klub stracił dwa filary w postaci Hashimoto i Muroi. Oczywiście mój artykuł jest wyłącznie jednym z wielu punktów widzenia i moim subiektywnym spojrzeniem na sytuację w klubie. Niestety istnieje jednak wiele przesłanek przemawiających na korzyść moich tez tudzież teorii, które sam Hasegawa z biegiem czasu potwierdza.

Pomimo tego wszystkiego pozostaje mi jednak wspierać Hasegawę i liczyć, że w końcu coś się odmieni i Tokyo umieści w gablocie wymarzony puchar. Nadzieja może i jest Matką głupich, ale bez niej mielibyśmy naprawdę niewiele.

長谷川さん、お誕生日おめでとう!

Wyświetleń: 128

Autor tekstu: Kamil Gala

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze