Chińska liga w ostatnich miesiącach gra bardzo nieregularnie. Po prawie miesięcznej przerwie rozegrano zaledwie 2 kolejki i na kolejne mecze znów będziemy czekać kilka tygodni. Trzeba jednak przyznać, że gdy zawodnicy z CSL wracają na boisko, dają z siebie wszystko, dzięki czemu w miniony weekend mieliśmy ogromne emocje. 8 bramek w jednym spotkaniu, potknięcie lidera, zawieszenie trenera, rekord supernapastnika… Gotowi? Zaczynamy!

Chongqing Dangdai 1:0 Shanghai Shenhua

1:0 Alan Kardec 17’

 Drużyna Adriana Mierzejewskiego poprawiła swoją pozycję w lidze i jest już w pierwszej połowie stawki. Polak co prawda ostatnio nie zanotował bramek ani asyst, jednak ogólna forma zespołu jest obecnie lepsza niż kilka tygodni temu. Tym razem rywalem Chongqing był największy przegrany sezonu 2019, czyli Shanghai Shenhua. Na nic nie zdały się wielkie wzmocnienia w lecie, Kwiat Szanghaju wciąż zajmuje odległą pozycję. Spotkanie nie było bardzo emocjonujące, jedyną bramkę zdobył z rzutu karnego niezawodny Alan Kardec. Brazylijczyk ma na swoim koncie 14 goli i jest na 7 miejscu w klasyfikacji strzelców CSL.

 

Hebei CFFC 2:1 Guangzhou R&F

0:1 Eran Zahavi 38’

1:1 Marcao 68’

2:1 Marcao 90’

Ileż razy w tym sezonie mieliśmy już mecze, w których Eran Zahavi zdobywał bramki dla R&F, a mimo to jego drużyna przegrywała. Tak było też w tym przypadku. Izraelczyk w 38 minucie otworzył wynik meczu, pewnym strzałem pokonując bramkarza Hebei. Wydawało się, że Kantończycy powalczą o komplet punktów, mieli swoje sytuacje, ale… wyszło jak zwykle. W 68 minucie wyrównał strzałem głową Marcao. W 93 minucie Javier Mascherano potężnym strzałem trafił w poprzeczkę, piłka otarła się jeszcze o rękę bramkarza R&F. Argentyńczyk następnie dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, a w polu karnym padł pochnięty Fernandinho. Sędzia po konsultacji z VAR-em wskazał na 11 metr. Marcao strzelił w samo okienko i tym samym 3 punkty zostały w Hebei. Warto jednak podkreślić, że gol Zahaviego był jego 28 trafieniem w sezonie, co jest rekordem w historii całej ligi. A zostały jeszcze 3 kolejki, więc ten wynik może być jeszcze lepszy.

 

Shenzhen 4:4 Wuhan Zall

0:1 Rafael Silva 15’

0:2 Wang Kai 24’

0:3 Jean Kouassi 40’

1:3 John Mary 46’

1:4 Leo Baptistao 67’

2:4 John Mary 74’

3:4 Wang Chengkuai 76’

4:4 Wang Chengkuai 78’

 Shenzhen FC rozpaczliwie potrzebuje punktów, ponieważ pozycja w tabeli zespołu z Kantonu jest bardzo trudna. Dlatego zwycięstwo z Wuhan Zall dałoby jakże potrzebny oddech podopiecznym Donadoniego. Zaczęło się, no cóz… bardzo źle. W 15 minucie świetnie w polu karnym zachował się Rafael Silva i zdobył pierwszego gola dla Wuhan. Kilka minut później bardzo złe wyjście do dośrodkowania bramkarza gospodarzy wykorzystał Wang Kai. Pod koniec pierwszej połowy Jean Kouassi mocnym wolejem podwyższył na 3:0. Sytuacja Shenzhen była tragiczna, mimo to rzucili się do odrabiania strat. Niezawodny John Mary na początku drugiej odsłony przepięknym strzałem pokonał bramkarza gości, jednak radość kibiców ostudził potem Leo Baptistao, który dobił piłkę uderzoną w słupek. Jednak gospodarze nie poddali się i w 5 minut doprowadzili do remisu! Najpierw w 74 minucie trafił ponownie Mary, następnie dublet ustrzelił Wang Chengkuai. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:4. Shenzhen wciąż pozostaje w strefie spadkowej.

 

Beijing Guo’an 3:1 Tianjin TEDA

1:0 Cedric Bakambu 25’

1:1 Sandro Wagner 64’

2:1 Renato Augusto 80’

3:1 Wang Ziming 88’

Zielona Armia podchodziła do tego meczu z nadzieją, że punkty w trudnym pojedynku z Dalian Yifang może zgubić bezpośredni rywali do mistrzostwa, czyli Shanghai SIPG. Wynik otworzył w 25 minucie reprezentant DR Kongo, Cedric Bakambu. Napastnik Guo’an wbił piłkę do pustej bramki. W drugiej połowie wyrównał samozwańczy najlepszy napastnik Niemiec – Sandro Wagner. Zdobył on gola głową po dośrodkowania z rzutu wolnego Franka Acheamponga. W 80 minucie piłkę w polu karnym w genialny sposób opanował Renato Augusto i strzałem lewą nogą pokonał bramkarza gości. TEDA atakowała i narażała się na kontrataki. Jeden z nich zakończył się golem dla Pekińczyków, którego autorem był Wang Ziming. Zielona Armia zdobyła niezwykle ważne punkty w kontekście walki o mistrzostwo.

 

Tianjin Tianhai 2:2 Beijing Renhe

0:1 Makhete Diop 24’

0:2 Ajub Masika 45’

1:2 Alan 52’

2:2 Zhang Chenglin 62’

Spotkanie drużyn walczących o utrzymanie w CSL. Jednak w przypadku Beijing Renhe ewentualny sukces musiałby być traktowany w kontekście cudu. Początek był nawet udany, po bramce Makhete Diopa Pekińczycy prowadzili 1:0. Jeszcze lepiej było na koniec pierwszej połowy, do szatni goście schodzili z dwubramkową przewagą. Tianhai jednak nie mogło pozwolić sobie na stratę punktów i zaatakowało. W 52 minucie kontaktowego gola zdobył nowy naturalizowany Chińczyk Alan, a 10 minut później wyrównał strzałem głową Zhang Chenglin. Mecz zakończył się niezadowalającym nikogo remisem. Beijing Renhe, aby się utrzymać, musi wygrać wszystkie 4 mecze (w tym jeden zaległy), a rywale w walce o ligowy byt nie mogą zdobyć żadnego punktu. Na 99% w nowym sezonie CSL będziemy oglądać tylko jeden klub ze stolicy Chin.

 

Shanghai SIPG 3:0 Dalian Yifang

1:0 Li Shenglong 13’

2:0 Zhou Ting (sam.) 26’

3:0 Oscar 90’

Mecz pomiędzy SIPG a Dalian Yifang miał być hitem 27. kolejki. Podopieczni Vitora Pereiry wciąż walczą o mistrzostwo Chin, z kolei drużyna Rafy Beniteza ostatnio nie rozpieszcza swoich kibiców. W 13 minucie spotkania sytuację sam na sam wykorzystał Li Shenglong. Bramka na 2:0 była… po prostu komiczna. Po dośrodkowaniu bramkarz Yifang chciał wypiąstkować piłkę, jednak niefortunnie trafił nią w twarz Zhou Tinga. Koniecznie zobaczcie tego gola! W 37 minucie do siatki trafił Emanuel Boateng, ale sędzia nie uznał gola z powodu pozycji spalonej. Pod koniec meczu z rzutu wolnego w słupek trafił najdroższy piłkarz w historii CSL, Oscar. Brazylijczyk w doliczonym czasie gry zdobył jednak bramkę, wykorzystując podanie Marko Arnautovicia. Mecz rozgrywany był o tej samej porze, co spotkanie Guangzhou Evergrande. A tak wydarzyło się…

 

Guangzhou Evergrande 2:2 Henan Jianye

0:1 Ivo 2’

0:2 Christian Bassogog 34’

1:2 Paulinho 51’

2:2 Wei Shihao 55’

 Stosunkowo najłatwiejszy rywal spośród tych, z którymi grały drużyny walczące o mistrzostwo Chin, okazał się najtrudniejszy. Już w 2 minucie meczu bardzo bierną postawę obrońców Kantończyków wykorzystał Ivo. Brazylijczyk to kolejny kandydat do naturalizacji. 4 minuty później powinno być 0:2, ale Christian Bassogog z bliskiej odległości trafił w poprzeczkę. Co się odwlecze, to nie uciecze. Kameruńczyk zdobył swojego gola 30 minut później, pewnym, technicznym strzałem pokonując Zeng Chenga. Po przerwie, podczas której w szatni gospodarzy musiało dojść do bardzo poważnej rozmowy, obraz meczu się odwrócił. W 51 minucie karnego wykorzystał Paulinho. Było to już 17 trafienie Brazylijczyka, który jest wiceliderem klasyfikacji strzelców. 4 minuty później wyrównał strzałem głową Wei Shihao. Wydawało się, że Guangzhou przejmie kontrole i wygra to spotkanie, jednak wynik już się nie zmienił. Kantończycy znów tracą ważne punkty. Po meczu decyzją władz klubu Fabio Cannavaro został odsunięty od drużyny i został wysłany na tajemnicze „szkolenie kulturalne” na czas nieokreślony. Jego obowiązki przejął kapitan, Zheng Zhi.

 

Jiangsu Suning 1:1 Shandong Luneng

1:0 Xie Pengfei 50’

1:1 Dai Lin 90’

Na koniec 27. kolejki CSL Jiangsu Suning podejmował Shandong Luneng. Obydwie drużyny walczą o 4 miejsce w lidze, które daje awans do eliminacji do Azjatyckiej Ligi Mistrzów, było więc o co grać. Zaczęło się dość ostro. W 23 minucie z boiska wyleciał Liu Junshuai. Obrońca faulował wychodzącego na czystą pozycję Wu Xi, a sędzia nie mógł podjąć innej decyzji, jak ukarać zawodnika gości wyrzuceniem go. Pierwsza bramka padła w 50 minucie, a jej autorem był Xie Pengfei. Skrzydłowy główką przelobował bramkarza. Mimo to gospodarze nie mogli cieszyć się z 3 punktów. W 94 minucie wyrównał Dai Lin, po czym…dostał czerwoną kartkę. Środkowy defensor w szale radości zdjął koszulkę, a miał już na koncie żółty kartonik. Mecz zakończył się wynikiem 1:1 i w lepszej sytuacji jest wciąż zespół Shandong Luneng.

 

Autor tekstu: Maciej Łoś