Park Ji-sung przez lata sprawiał wrażenie idealnego żołnierza Sir Alexa Fergusona – skromny, opanowany, unikający kontrowersji i rzadko pozwalający sobie na publiczną krytykę. Tym większym zaskoczeniem były jego słowa po odpadnięciu reprezentacji Korei Południowej z mistrzostw świata. Legendarny pomocnik Manchesteru United nie gryzł się w język i przeprowadził jedną z najmocniejszych krytyk koreańskiej piłki w ostatnich latach.
Reprezentacja prowadzona przez Hong Myung-bo przegrała 0:1 z Republiką Południowej Afryki w ostatnim meczu fazy grupowej mistrzostw świata i nie zdołała awansować do fazy pucharowej.
Park Ji-sung oglądał spotkanie z trybun jako ekspert telewizji JTBC. Już w trakcie transmisji nie ukrywał frustracji, a po końcowym gwizdku otwarcie zakwestionował zarówno przygotowanie drużyny, jak i sposób prowadzenia zespołu przez selekcjonera.
Najmocniejsze pytanie padło już na początku jego analizy.
– Czy to był w ogóle mecz rozgrywany z myślą o zwycięstwie?
Chwilę później rozwinął swoją ocenę.
– Nie było widać, jaki był pomysł na grę w ataku.
Podkreślił przy tym, że nie był to problem wyłącznie jednego spotkania.
– Ten sam problem przewijał się we wszystkich meczach fazy grupowej. Wyglądało to tak, jakby drużyna skupiała się przede wszystkim na obronie, próbując jednocześnie atakować, ale nie było wiadomo, w jaki sposób zamierza dostać się pod pole karne rywala ani co zrobić, gdy już tam dotrze.
Zdaniem byłego kapitana reprezentacji brakowało jakiegokolwiek planu ofensywnego. Koreańczycy bronili się poprawnie, ale przez trzy mecze nie pokazali żadnej ewolucji ani nowych rozwiązań w ataku. Właśnie dlatego Park zasugerował, że przygotowania do mundialu mogły zostać zwyczajnie zaniedbane – jeden z najcięższych zarzutów, jaki może usłyszeć selekcjoner.
Jeszcze ostrzej ocenił decyzje podejmowane podczas samego spotkania.
– Przegrywają 0:1 i muszą ruszyć do ataku, a mimo to nadal utrzymują tę samą liczbę obrońców. Czy przegrają 0:1, czy 0:2, nie ma już żadnego znaczenia. Trzeba podjąć ryzyko.
Były pomocnik Manchesteru United nie krył zdziwienia bierną postawą ławki rezerwowych. Jego zdaniem trener powinien reagować znacznie szybciej, zmieniając ustawienie i wywierając większą presję na rywalu.
Nie zabrakło również indywidualnej oceny Lee Kang-ina, który wielokrotnie zostawał osamotniony z piłką.
– Koledzy z drużyny powinni pomagać mu, gdy jest przy piłce. Tymczasem wyglądało to tak, jakby pozostali tylko się przyglądali.
Park zwrócił uwagę, że problem nie dotyczył jednego zawodnika, lecz całej organizacji gry.
– Nie widzę żadnych zespołowych ruchów pokazujących determinację do stworzenia sobie przestrzeni. To właśnie największy powód, dla którego gra ofensywna zupełnie się nie klei.
W podobnym tonie wypowiedział się drugi komentator transmisji, Kim Hwan.
– Samo ustawienie taktyczne było zdecydowanie zbyt głębokie. Odniosłem wrażenie, że drużyna od początku myślała: „Remis nam wystarczy”. Mam poczucie, że to mógł być jeden z najgorszych meczów, jakie kiedykolwiek oglądałem.
Na tym jednak Park Ji-sung nie zakończył swojej analizy. W jego opinii obecna porażka boleśnie przypomina mundial z 2014 roku. Wówczas również mówiło się o słabym przygotowaniu reprezentacji, braku pomysłu i rozczarowującym wyniku.
– Nie było widać żadnego planu na grę w ataku. Ten problem towarzyszy nam przez cały mundial. Wygląda na to, że podczas przygotowań zaniedbano kilka bardzo istotnych elementów.
– Mieliśmy mnóstwo czasu, aby wyciągnąć wnioski z tego, co poszło nie tak podczas mistrzostw świata w 2014 roku – powiedział Park Ji-sung, jeden z bohaterów historycznego awansu Korei Południowej do półfinału mundialu 2002 rozgrywanego na własnych boiskach.
Według Parka przez dwanaście lat koreańska piłka nie wyciągnęła z tamtej lekcji żadnych wniosków.
Co więcej, były reprezentant nie uważa, że problemem jest wyłącznie osoba selekcjonera. Jego zdaniem źródło kryzysu znajduje się znacznie głębiej – w całym systemie zarządzania koreańskim futbolem. Podkreślił, że naprawa tych fundamentów może potrwać nawet dziesięć lat.
To nie była emocjonalna reakcja po porażce. To był jeden z najmocniejszych aktów oskarżenia wobec koreańskiej piłki, jaki w ostatnich latach padł z ust jej największej legendy.
