Site icon AzjaGola

Cichy bohater, którego kibice zauważają dopiero, gdy popełni błąd

Są piłkarze, którzy przyciągają uwagę efektownymi dryblingami, spektakularnymi golami i milionami obserwujących w mediach społecznościowych. Są też tacy, których obecność docenia się dopiero wtedy, gdy ich zabraknie.

Shogo Taniguchi od lat należy właśnie do tej drugiej grupy.

To jeden z tych zawodników, których kibice zauważają dopiero wtedy, gdy popełnią błąd, ale stają się niemal niewidzialni, gdy przez dziewięćdziesiąt minut perfekcyjnie wykonują swoją robotę.

Być może właśnie dlatego tytuł „cichy bohater, którego kibice zauważają dopiero wtedy, gdy popełni błąd” pasuje do Taniguchiego bardziej niż do większości piłkarzy w Japonii. Gdy przez kolejne miesiące i lata organizował grę defensywną Kawasaki Frontale, reprezentacji Japonii czy Sint-Truiden, niewielu o tym mówiło.
Wystarczył jednak jeden gol samobójczy w kadrze lub czerwona kartka w Belgii, by natychmiast znaleźć się w centrum uwagi.
Paradoks jego kariery polega na tym, że gdy przez dziewięćdziesiąt minut perfekcyjnie wykonuje swoją pracę, pozostaje niemal niewidzialny.
Kiedy jednak wydarzy się pojedynczy błąd, nagle wszyscy przypominają sobie o jego istnieniu.

Dlatego też przez lata często był niedoceniany przez część fanów reprezentacji Japonii. Kiedy kibice domagali się bardziej medialnych nazwisk, bardziej europejskich gwiazd lub kolejnych młodych talentów, Hajime Moriyasu bardzo często wracał właśnie do Taniguchiego. I niemal zawsze otrzymywał dokładnie to samo – spokój, pewność oraz niezawodność.

Nieprzypadkowo przy najważniejszych meczach selekcjoner Japonii regularnie stawiał właśnie na niego.

Nie miał zostać środkowym obrońcą

Co ciekawe, Taniguchi wcale nie był wychowywany9 jako środkowy obrońca. Jego wyuczonymi pozycjami były lewy ofensywny obrońca, lewy pomocnik oraz defensywny pomocnik.

W początkach kariery regularnie uczestniczył w akcjach ofensywnych. Potrafił zamykać dośrodkowania, wchodzić w pole karne i zdobywać bramki z gry. Nic nie wskazywało na to, że za kilka lat stanie się jednym z najbardziej cenionych środkowych obrońców Japonii.

Poniżej próbka jego umiejętności jako lewy obrońca. W debiucie już asysta po przepięknym rajdzie (kliknąć w poniższy link przeniesie na YouTube)

 

Trenerzy bardzo szybko zauważyli jednak, że jego największym talentem nie jest atakowanie, ale czytanie gry.

Antycypacja, ustawianie się, przewidywanie zachowań rywala i wyczucie momentu odbioru były na tyle wyjątkowe, że przesunięto go na środek obrony. Paradoksalnie przeszedł więc drogę odwrotną niż wielu zawodników, którzy z ofensywy są cofania coraz niżej dopiero pod koniec kariery.

Ta decyzja odmieniła jego karierę.

Człowiek sukcesów Kawasaki Frontale

Po ukończeniu Uniwersytetu Tsukuba trafił do Kawasaki Frontale.

Tam przez niemal dekadę wyrósł na jednego z symboli największej złotej ery w historii klubu. W czasach gdy kibice zachwycali się Akihiro Ienagą, Kaoru Mitomą czy Leandro Damião, Taniguchi był człowiekiem wykonującym całą niewidoczną pracę.

Nie był największą gwiazdą zespołu. Rzadko trafiał na okładki gazet. Ale gdy przychodziło do organizacji defensywy, zabezpieczania kolegów czy utrzymywania dyscypliny taktycznej, trenerzy zawsze mogli na niego liczyć.

To właśnie za tę odpowiedzialność był tak ceniony.

Nieprzypadkowo został kapitanem Kawasaki Frontale i jednym z liderów szatni.
W barwach klubu zdobył cztery mistrzostwa Japonii, Puchar Cesarza, Puchar Ligi oraz Superpuchary Japonii. Wielokrotnie trafiał również do najlepszej jedenastki sezonu J.League.

Łącznie dla „Delfinów z Kawasaki” zaliczył 382 spotkania w których zaliczył 26 bramek oraz 15 asyst.

To właśnie wtedy zyskał opinię jednego z najbardziej inteligentnych taktycznie obrońców w całej lidze. Trudno znaleźć w historii współczesnej J.League wielu obrońców, którzy przez niemal dekadę byli filarem tak dominującej drużyny jak Kawasaki Frontale.

 

Dlaczego Moriyasu tak bardzo mu ufa?

W Japonii od lat istnieje pewien schemat.

Gdy tylko reprezentacja zalicza słabszy występ, kibice zaczynają domagać się nowych twarzy. Zwłaszcza jeśli na ławce siedzą zawodnicy z Bundesligi, Premier League czy Serie A.

A jednak niezależnie od tego, jak bardzo zmieniała się kadra Japonii, Hajime Moriyasu regularnie wracał do Shogo Taniguchiego.

Powód jest prosty.

Selekcjoner uważa go za jednego z najbardziej inteligentnych taktycznie zawodników w całej drużynie. Nie jest najszybszy, nie jest najbardziej widowiskowy, ale niemal zawsze znajduje się dokładnie tam, gdzie powinien.

Moriyasu wielokrotnie korzystał z niego w spotkaniach, w których Japonia potrzebowała przede wszystkim spokoju i doświadczenia. Podczas eliminacji mistrzostw świata, podczas Pucharu Azji czy w meczach z silnymi rywalami selekcjoner bardzo często wracał właśnie do niego.

Nie dlatego, że Taniguchi był największą gwiazdą.

Dlatego, że był jednym z najbardziej przewidywalnych zawodników dla własnego trenera.

A dla szkoleniowca to często największy komplement.

Japońscy dziennikarze od lat zwracają uwagę, że Taniguchi jest jednym z tych piłkarzy, których kibice doceniają dopiero po czasie. Trenerzy natomiast uwielbiają go od pierwszego dnia.

Moriyasu wraca do niego od lat

W ciągu ostatnich kilku lat Moriyasu wymienił dziesiątki piłkarzy ofensywnych, testował nowych skrzydłowych i pomocników, ale gdy przychodziło do najważniejszych turniejów, nazwisko Taniguchi niemal zawsze znajdowało się na liście powołanych.

Katar miał być dowodem jego ograniczeń

W 2022 roku, mając już ponad trzydzieści lat, po raz pierwszy wyjechał za granicę.

Wybrał katarski Al-Rayyan.

Dla wielu kibiców był to dowód, że osiągnął już swój sufit i nie zamierza sprawdzać się w mocniejszej lidze. Krytycy twierdzili, że Moriyasu nadal stawia na niego bardziej z przywiązania niż z powodów sportowych.

Jak się później okazało, bardzo się mylili.

Belgia. Transfer, z którego szydzono

Jeszcze większe komentarze pojawiły się, gdy trafił do belgijskiego Sint-Truiden.

Klub od lat kojarzony jest z japońskim kapitałem, dlatego bardzo szybko pojawiły się głosy, że Taniguchi dostał tę szansę bardziej dzięki narodowości niż umiejętnościom.

Były żarty.

Były komentarze o „sponsorowanym transferze”.

Były opinie, że wreszcie okaże się, iż ulubieniec Moriyasu nie jest zawodnikiem na europejski poziom.

Kilka miesięcy później niewiele osób już o tym pamiętało.

Taniguchi błyskawicznie stał się jednym z liderów zespołu. Belgijskie media zaczęły podkreślać jego doświadczenie, organizację gry defensywnej i wpływ na młodszych zawodników.

Co najważniejsze, wyniki mówiły same za siebie.

Sint-Truiden rozegrało najlepszy sezon w swojej historii. Przez długi czas balansowało nawet pomiędzy pierwszym a drugim miejscem ligi belgijskiej, a ostatecznie zakończyło rozgrywki na historycznym trzecim miejscu.

Po raz pierwszy w historii klub wywalczył również awans do europejskich pucharów.

Jeszcze dwa lata wcześniej część kibiców śmiała się, że trafił do Sint-Truiden wyłącznie dzięki japońskim właścicielom. Dziś belgijskie media zastanawiają się, jak zastąpić kapitana i lidera defensywy, który pomógł klubowi osiągnąć największy sukces w historii.

Piłkarz i gwiazda telewizji

W Japonii istnieje jeszcze jeden powód, dla którego nazwisko Taniguchiego jest znane nawet ludziom, którzy na co dzień nie interesują się futbolem.

Przez wiele lat pozostawał w związku z jedną z najpopularniejszych japońskich modelek i aktorek – Riką Izumi.

Ich historia przypominała nieco klasyczny japoński romans celebrytów.

Przez wiele lat oboje bardzo pilnowali prywatności. Media regularnie publikowały zdjęcia i plotki dotyczące ich związku, jednak para konsekwentnie unikała publicznych komentarzy.

Dzięki temu ich relacja przetrwała niemal dekadę.

Dopiero w 2025 roku oficjalnie ogłosili ślub.

Dla wielu Japończyków było to wydarzenie wykraczające daleko poza sport. Rika Izumi od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych aktorek i modelek w kraju, dlatego informacja o małżeństwie szybko obiegła nie tylko media sportowe, ale również serwisy plotkarskie i rozrywkowe.

Co ciekawe, mimo tej popularności Taniguchi nigdy nie próbował budować wizerunku celebryty.

Nigdy nie był piłkarzem, który szukał rozgłosu.

Nigdy nie próbował sprzedawać swojej prywatności.

I być może właśnie dlatego kibice oraz trenerzy darzą go tak dużym szacunkiem.

Cichy bohater

Nawet z kapitańską opaską widać, iż aparaty skierowane są na inne gwiazdy

Shogo Taniguchi prawdopodobnie nigdy nie będzie najbardziej rozpoznawalnym piłkarzem Japonii.

Nigdy nie będzie bohaterem viralowych kompilacji.

Nigdy nie będzie zawodnikiem, który sprzeda najwięcej koszulek.

Ale gdy przychodzą najważniejsze mecze, Hajime Moriyasu bardzo często wyciąga właśnie jego.

Bo Taniguchi nie musi błyszczeć.

Wystarczy, że przez dziewięćdziesiąt minut robi dokładnie to, czego wymaga od niego drużyna.

A przez ostatnie kilkanaście lat robił to lepiej niż niemal ktokolwiek inny w japońskim futbolu.

Być może najlepszym podsumowaniem kariery Shogo Taniguchiego jest fakt, że praktycznie wszędzie słyszał te same zarzuty. W Kawasaki miał być zbyt mało efektowny. W reprezentacji miał blokować miejsce bardziej medialnym zawodnikom. W Belgii miał dostać szansę wyłącznie dzięki japońskim powiązaniom klubu.
A później za każdym razem kończyło się podobnie. Trenerzy zostawali przy nim, drużyny zdobywały trofea, a krytycy szukali kolejnego argumentu.

Exit mobile version