W drugiej rundzie Klubowych Mistrzostw Świata wydarzyło się coś więcej niż zwykłe porażki. To były mecze pełne „Han” – tej specyficznie koreańskiej mieszanki żalu, melancholii i gorzkiego poczucia niespełnienia, znanej z tamtejszej literatury i kinematografii. Drużyny z Azji Wschodniej i Bliskiego Wschodu nie tyle przegrały, co przegrały w sposób, który boli dłużej i głębiej niż suchy wynik mógłby wskazywać.
Urawa, Ulsan i Al-Hilal – od zwycięstwa, przez remis, do łez
Najpierw Urawa i Inter. Japończycy mogli wygrać, potem remisowali, by w ostatnich minutach wypuścić wszystko z rąk. Analogicznie Ulsan w meczu z Fluminense. Koreańczycy dwa razy doprowadzali do remisu, walczyli jak równy z równym, strzelali piękne gole – a mimo to, przegrali.
Ten schemat wraca jak refren w filmie Park Chan-wooka – szansa, nadzieja, upadek, i cisza. A potem pytania. „Co by było, gdyby Trojak nie wybił tej piłki pod nogi rywala?”. „Gdyby wytrzymali jeszcze jedną minutę?”. „Gdyby piłka Al-Hilal poleciała centymetr w prawo?”.
Al-Hilal – pitbull bez zębów
Zespół z Rijadu przypomina najlepszy pistolet na rynku – ale bez nabojów. 19 strzałów na bramkę, pełna dominacja w posiadaniu, kreatywność Cancelo, Dawsariego, Lody czy „SMS-a” – ale w ataku, Marcos Leonardo był jak cień Mitrovicia. Przez dwa mecze nie oddał żadnego celnego strzału, miał zaledwie 0,09 expected goals (xG) na mecz, co u snajpera tej klasy zakrawa na piłkarskie bluźnierstwo.
I choć Al-Hilal był piłkarsko lepszy – wynik końcowy wpisuje ich w to samo bolesne „Han”, co resztę drużyn. Zgasła motywacja, brak skuteczności, a frustracja była niemal namacalna. To już nie ten sam ogień, co w walce z Realem Madryt.
Al-Ain – bez bólu, bez emocji, po prostu katastrofa
W przypadku Al-Ain nie było „co by było gdyby”. Po prostu 6:0 z Manchesterem City. Nowy rekord upokorzenia – większy niż wcześniejsze 5:0 z Juventusem. I jakby tego było mało – mecz bez ikry. Zaledwie 3 żółte kartki w całym spotkaniu (1 dla City, 2 dla Al-Ain). Zero walki, zero gryzienia trawy. Już lepiej było zagrać jak Maciej Skorża i jego Urawa rodem z Euro 2004 i „greckiej Częstochowy”. Zawodnicy z miasta oazy tylko przez mikro chwilę byli na kontakcie z mistrzami Anglii.
Trojak – han na własną rękę (Ulsan 2-4 Fluminense)
Miłosz Trojak, debiutujący na KMŚ w Ulsan, nie wytrzymał próby ognia. Najniższa nota w drużynie według kilku serwisów. Choć miał momenty, gdzie interweniował solidnie, to jego kluczowy błąd – wybicie piłki pod nogi rywala, co zakończyło się bramką – przeważył szalę. W końcówce, gdy wracał spacerkiem po rzucie rożnym, można było zobaczyć, jak paliwa już brak.
Ale też trzeba go rozgrzeszyć – Ulsan grał na pełnych obrotach, a jego rola była nadzwyczaj wyczerpująca. Kolejne błędy kolegów (zwłaszcza numer 96, Choi), których musiał asekurować, i brak wsparcia od Ludwigsona – przekształconego z chimerycznego skrzydłowego w lewego defensywnego pomocnika – tylko pogłębiły problem.
Kaneko + Watanabe = wizytówka J-League (Urawa 1-2 Inter)
Urawa może być dumna z jednej rzeczy – fenomenalna akcja duetu Kaneko–Watanabe była ozdobą kolejki. Pierwszy wykonał koncertowy drybling na prawej stronie, drugi wykończył akcję w swoim stylu – z pierwszej piłki, klinicznie, technicznie. To był moment, w którym J-League pokazała, że potrafi wyprodukować ofensywny błysk na światowym poziomie.
Skorża jak w EFootball – gra najgorszym zespołem z najlepszymi
Maciej Skorża zasłużył na osobne uznanie. Swoją Urawa Red Diamonds grał jak wytrawny gracz EFootballu, który bierze najgorszy dostępny zespół i toczy wyrównany mecz z Bayernem Monachium. Plan był prosty – przetrwać i ukąsić. Niestety, zabrakło nie tylko w końcówce jakości, ale i szczęścia. Rozmiar porażki zabolał, zostawił niedosyt i dudniące w głowie „co by było gdyby”. Zawiało klimatem z meczu Japonia vs Belgia podczas Mistrzostw Świata 2018.
Wan-Sang i Lee – koreańska duma z polskim akcentem
Jednym z najpiękniejszych wątków całej rundy był występ duetu Um Wan-Sang i Jin-hyun Lee z Ulsanu.
Obaj z bramką i asystą. Lee – dobrze znany z występów w Puszczy Niepołomice – błyszczał w Ekstraklasie, a teraz walczy o swoją przyszłość w barwach Ulsan. Um Wan-Sang z kolei – zdobywca srebra na U-20 w Polsce – przypomniał światu o swoim potencjale. Polska w ich CV nie jest przypadkiem – w połączeniu z Miłoszem Trojakiem mamy ładny polski akcent klubowego mundialu.
Statystyki, które bolą
- Bilans bramkowy drużyn azjatyckich: 2 gole strzelone – 12 straconych
- Punkty: 1
- Strzały: Al-Hilal – 19, Ulsan 10, Al-Ain 5 (do 23 City!), Urawa – 9
Ostatnia nadzieja – Al-Hilal jako starszy brat
Przed nami ostatnia kolejka i tylko Al-Hilal może jeszcze uratować honor regionu. Jak starszy brat musi zakryć wstyd młodszego rodzeństwa, które wróciło do domu ze spuszczoną głową. Po katastrofie Al-Ain, niedosycie Ulsan i smutku Urawy – tylko drużyna z Rijadu może jeszcze ocalić twarz.
Ale bez klasycznej dziewiątki jak Mitrović, nawet najlepiej kreująca maszyna przypomina luksusowy sportowy samochód z pustym bakiem. Marcos Leonardo na ten moment nie dowozi – a bez bramek, nie będzie przebaczenia.
„Han” nie jest tylko uczuciem – to pamięć o bólu, który mógł się nie wydarzyć. Koreańczycy żyją z nim w kinie, literaturze i – jak się okazuje – również na piłkarskim boisku. A Klubowe Mistrzostwa Świata AD 2025 zapiszą się jako edycja, która z Azji uczyniła nie tylko gościa turnieju – ale i jego najbardziej zranionego bohatera.
Autor tekstu:
Adam Błoński
