Site icon AzjaGola

Uzbecy pierwsi strzelają i z Azjatyckiej Ligi Mistrzów odpadają

No niestety. Azja Centralna (ta postsowiecka oczywiście) miała dwóch przedstawicieli w fazie pucharowej Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Nie ostał się ino żodyn. Jak to się stało, piszę w niniejszym artykule.

W środę i czwartek po bezbramkowych domowych remisach nasz uzbecki duet grał wyjazdowe rewanże 1/8 finału. Z identycznym skutkiem.

Al-Ain➡️ – Nasaf Karszy 2:1 (Laba 55, Rahimi 90+2 – Mozgowoj 51) (pierwszy mecz 0:0)

Pierwsza połowa niosła za sobą szanse z obu stron lecz bez finiszu bramkowego. Na początku drugiej pięknie nożycami uderzył Dżigauri lecz Eisa jego strzał obronił. Chwilę później udało się „Smokom” otworzyć wynik. Stanojević dośrodkował z prawego narożnika, Abdicholikow sprytnie zagrał piłkę na drugi słupek a Mozgowoj zmieścił piłkę w sieci. Lecz kilka minut potem pięknie do strzału złożył się Laba i może kandydować do Nagrody Puskasa. Ogółem emiraccy gospodarze po stracie bramki mocno rzucili się na Nasaf. Nematow na nudę nie narzekał. I kiedy wydawało się, że uda się jakoś dotrwać do dogrywki, nadeszła druga doliczona minuta. Po centrze Barmana z lewej strony piłkę odbił Nematow a aktywny w tym spotkaniu Rahimi nie wahał się ani przez chwilę i uderzył ją płasko do siatki. I cóż, nie udał się Ruzykułowi Berdyjewowi i jego podopiecznym odwet na Al-Ainie za odpadnięcie w grupie Azjatyckiej Ligi Mistrzów w 2016 roku.

Al-Ittihad Dżudda➡️ – Nawbahor Namangan 2:1 (Hamdallah 45+6, Tabatadze 87-samobój – Benzema 25-samobój) (0:0)

Rozumiem, że saudyjski zespół był faworytem. Ale jeśli marzy się takiej ekipie jak Nawbahor nawiązanie walki z tymże faworytem to trzeba umieć oddawać celne strzały a nie się wysługiwać na przykład Karimem Benzemą. Choć do pewnego momentu ta taktyka przynosiła owoce. Lecz wszystko się zmieniło, nim skończyła się pierwsza połowa.
Co nikogo absolutnie nie dziwi, „The Chief of Clubs” przeważał zdecydowanie i przeogromnym szokiem było to, że to „Orły” wyszły na prowadzenie jako pierwsze. Uzbecki specjalista od stałych fragmentów czyli Dżamszid Iskanderow bił piłkę z rzutu wolnego z prawej strony a Benzema chcąc powstrzymać Djokicia w powietrzu wbił piłkę głową do bramki. Chciałoby się powiedzieć, że ładnie uderzył gdyby nie fakt, że był to samobój. Na szczęście dla gospodarzy w doliczonym czasie pierwszej połowy wyrównanie nadeszło z innego stałego fragmentu gry. Po centrze z prawego narożnika i główce pana Karima piłkę z bliska w siatce pewnie zmieścił Hamdallah. Po przerwie ataki też szły lecz jednocześnie Nawbahor coś tam próbował kreować z przodu lecz zabrakło celnego strzału na bramkę Al-Muaioufa. Zaczęło coraz bardziej pachnieć dogrywką. Aż w 87. minucie złapałem się za głowę. Po dośrodkowaniu Al-Amriego z prawego rogu Tabatadze chciał wybić piłkę do przodu lecz ta w dziwny sposób odbiła mu się od nogi aż… wpadła do siatki przy dalszym słupku.
Sami zobaczcie, czy nie wydaje się Wam to niewiarygodne?

W ósmej doliczonej minucie goście się osłabili. Djokić w środku pola wszedł ostro nogą w głowę Al-Amriego, za co dostał czerwoną kartkę. Tak oto Nawbahor został pozbawiony dogrywki i swój debiutancki udział w Azjatyckiej Lidze Mistrzów kończy i tak z przyzwoitym rezultatem, czyli w jednej ósmej finału.

Skrót całego spotkania:

Martwi mnie zaś pewna kwestia.
Od 2020 roku kluby z Azji Centralnej nie powąchały ćwierćfinału AFC Champions League. Wówczas w „pandemicznej” edycji udało się tam dojść Pachtakorowi. Z kolei po raz ostatni w półfinale były w 2012 roku (Bunyodkor). Obawiam się, że po reformach pucharowych Pachtakor może w kolejnym sezonie nie zajść aż tak daleko… Chyba że liczyć mam tu AFC Champions League 2, gdzie to jest już możliwe już w przypadku Nasafu. Ale to melodia edycji 2024/25.

A w bieżącej edycji azjatyckich pucharów zostaje w nich już tylko Abdysz-Ata Kant, który 6 i 13 marca będzie walczył o półfinał Pucharu AFC (finał play-offów między strefowych) z tajwańskim Taichung Futuro.

Autor tekstu: Łukasz Bobruk

Exit mobile version