Site icon AzjaGola

Korea poza finałem! Historyczny triumf Jordanii!

Za nami pierwszy półfinał 18. turnieju Pucharu Azji i już mamy spore zaskoczenie, Jordania w pełni zasłużenie pokonuje Koreę Południową 2:0 kontrolując cały przebieg spotkania. Zespół z zachodniej Azji stanie przed historyczną szansą na zdobycie tytułu mistrzowskiego – do tej pory ich największy sukces to ćwierćfinały w 2004 i 2011 roku. Konia z rzędem temu, kto przewidział takiego finalistę turnieju.

W dzisiejszym starciu Taegeuk Warrios musieli radzić sobie bez lidera defensywy Min-Jae Kim’a, który pauzował za kartki. W efekcie cała piątka występująca w defensywie (od bramkarza przez obrońców) to podstawowy skład mistrza #KLeauge Ulsan Hyundai w sezonie 2023.

Korea zaczęła te spotkanie tak jak poprzednie, nie podejmując większej inicjatywy boiskowej, to rywale najpierw mieli pokazać swoje zaplecze. W całej fazie play-off to Korea była drużyną goniącą wynik i nie potrafiła ani razu wyjść na prowadzenie w regulaminowym czasie gry. W dodatku Koreańczycy mieli „w nogach” dwie dogrywki (godzinę turniejową więcej), a Jordania rozprawiała się ze swoimi rywalami bez konieczności rozgrywania dodatkowych minut.

Pierwsza połowa należała do zespołu z Zachodniej Azji, częściej dając o sobie znać polu bramkowym rywala. Widać było świeżość i ogromną chęć na otwarcie wyniku, Jordańczycy byli znacznie odważniejsi w ataku, co w konsekwencji powinno dać im prowadzenie po 45. minutach. Tak się jednak na stało i na przerwę ekipy schodziły z bezbramkowym remisem. Poniżej fantastyczna akcja indywidualna w wykonaniu Yazan Al-Naimat’a – nie pierwsza tak urokliwa na tym turnieju. Czapki z głów.

Po przerwie obraz gry nie wiele się zmienił, dalej stroną przeważającą była Jordania. Tym razem na efekty nie musieliśmy długo czekać, w 53. minucie spotkania błędne podanie Park Young-Woo (Al-Ain) wykorzystał zabójczy duet Jordańskiej ofensywy, Al-Tamari przechwycił piłkę i wybornie obsłużył Al Naimat’a, który sprytnym uderzeniem przelobował bramkarza Korei Południowej. Mieliśmy 1-0!

Po stracie bramki Klinsmann od razu zdjął z placu gry Park’a i do gry desygnował piłkarza duńskiego FC Midtjylland, Cho Gue-Sung’a.  Jak wspomnieliśmy wcześniej piłkarze Taegeuk Warrios przyzwyczaili swoich kibiców do „odrabiania” jednobramkowej straty. Mimo wprowadzonej korekty na boisku Korea nadal nie mogła narzucić swojego tempa gry, chaotyczne konstruowanie ataków nie mogło przynieść pożądanego efektu. Brakowało klarownej sytuacji, najjaśniejsze gwiazdy koreańskiej piłki dziś przygasły, fatalne spotkanie rozegrał Lee Kang-In – choć chęci nie można mu odmówić.

Takiego problemu nie mieli za to Jordańczycy. W 66. minucie spotkania F-E-N-O-M-E-N-A-L-N-Ą indywidualną akcją popisał się Al-Tamari (absolutny MVP tego spotkania) i podwyższył rezultat spotkania na 2:0. Trybuny oszalały, Korea znalazła się jedną nogą poza finałem!

Jeśli ktoś teraz pomyślał, że od tego momentu Korea rzuciła się do rozpaczliwych ataków to nic z tego… zabrakło dziś wiary oraz sił, a przede wszystkim pomysłu na grę. Znów taktyka dopasowana przez Klismann’a okazała się nietrafiona, a założenia spalone na panewce. Nie wychodziło kompletnie nic. Jordania była zdecydowanie lepszym zespołem, zespołem zorganizowanym z jasno określonym planem na te spotkanie.

 

 

Podsumowaniem występu Korei Południowej niech będzie ten obrazek. 70% posiadania piłki z którego nic nie wynikało, kompletnie NIC, czarna dziura, rozpacz… Wstydliwa porażka na zakończenie mistrzostw. Kolejne lata uciekają, w 1960 r. Koreańczycy po raz ostatni sięgnęli po te trofeum…

 

 

W sobotnim finale Jordania zmierzy się ze zwycięzcą drugiego półfinału (spotkanie w środę 7. lutego) pomiędzy Katarem, a Iranem – transmisja oczywiście na YouTube na kanale AFC Asian Cup.

Autor tekstu: bobisimons

 

Exit mobile version